A- A A+

Urząd Gminy w Wilkowicach

43-365 Wilkowice
ul. Wyzwolenia 25
tel. +48 33 499 00 77
fax. +48 33 817 30 43
Poniedziałek, 09:24, 13 Listopad 2017
Bez tytu u

W piątek 21 października odbyła się IX edycja dyktanda „Ortograficzne Potyczki”, zorganizowana przez Stowarzyszenie „Razem dla Wilkowic”. W konkursie ortograficznym wzięło udział 22 uczestników, którzy napisali prace konkursowe w 3 kategoriach wiekowych. Komisja w składzie: Janina Janica Piechota, Agata Prochownik oraz Barbara Włodarz, oceniła 22 prace i wyłoniła zwycięzców poszczególnych kategorii:

Kategoria: SP kl. IV-VI (5 uczniów):

I miejsce – Julian Broniewski, ZSP w Mesznej

II miejsce – Julia Zielińska, ZSP w Mesznej

III miejsce – Zofia Marcalik, ZSP w Mesznej

Kategoria: SP kl. VII i G kl. II-III (10 uczniów):

I miejsce – Zofia Osielczak , SP nr 2 w Bystrej

II miejsce – Kamil Gruchlik, SP nr 2 w Bystrej

III miejsce – Grzegorz Lupa, SP nr 2 w Wilkowicach

Kategoria: Liceum i Dorośli (7 osób):

I miejsce – Łukasz Kruczek z Mesznej

II miejsce – Dawid Data z Bystrej

III miejsce – Anna Demczyszyn z Bystrej

 

W IX edycji dyktanda nikt nie napisał bezbłędnie, dlatego komisja sprawdzająca prace nie przyznała tytułu „Mistrza ortografii”. Rozdanie nagród odbędzie się podczas obrad Komisji ds. Oświaty i Kultury w dniu 20 listopada (poniedziałek) br. lub w dniu 22 listopada (środa) br. o godz. 14.00 w sali sesyjnej Urzędu Gminy – o dokładnym terminie zwycięzcy zostaną powiadomieni indywidualnie. Wgląd do własnej pracy jest możliwy w siedzibie Stowarzyszenia „Razem dla Wilkowic” po wcześniejszym umówieniu się z członkami komisji sprawdzającej. Ogłoszenie wyników w listopadowym numerze Głosu Gminy Wilkowice i na stronie internetowej Gminy Wilkowice.

 

A oto teksty tegorocznych dyktand dla poszczególnych kategorii:

Kategoria: SP kl. IV-VI:

            Król Midas był przekonany, że bogactwo jest w życiu najważniejsze. Bardziej niż błyszczące klejnoty i przedmioty ze złotego kruszcu kochał tylko swą córeczkę o imieniu Złotorzęsa. Chociaż zgromadził najogromniejsze w królestwie skarby, nie był zadowolony i zapragnął, by wszystko, czego się dotknie, zamieniało się w złoto.

            Jego życzenie się spełniło. Midas był szczęśliwy, patrząc, jak różne przedmioty zamieniają się w żółty, drogocenny metal. Ale jego nienasycona żądza została wkrótce ukarana. Gdy głodny Midas wziął do ręki gorące, parujące bułeczki, one stwardniały i przybrały barwę kukurydzianej mąki, choć jeszcze przed chwilą były koloru najbielszej pszenicy. Za chwilę nalał sobie filiżankę kawy. Podniósł do ust łyżeczkę i ze zdumieniem spostrzegł, że kawa przemieniła się w płynne złoto. Jęknął głośno i żałośnie. Siedząca obok Złotorzęsa w przypływie czułej troskliwości objęła ojca. Zgubna złototwórcza moc sprawiła, że i ona zamieniła się w złoty posążek.

            Nierozsądny władca pozbył się daru, który okazał się dla niego klątwą. Za radą nieznajomego mężczyzny pośpieszył na brzeg rzeki, zanurzył się w niej cały. Nabrał do dzbana ożywczej wody i spryskał nią córeczkę, która odzyskała ludzką postać. Serce Midasa zmiękło, stał się szlachetny i zrozumiał, że miłość jest tysiąc razy ważniejsza od pełnego skarbca.

 

Kategoria: SP kl. VII i G kl. II-III,

Szalony architekt

Blokowisko składało się z sześciu, sześćdziesięciu, a może nawet sześciuset rozrzuconych na niewielkim terenie graniastosłupów. Młodzież je zamieszkująca zadawała sobie wiele trudu, by jak najszybciej zatrzeć ostre krawędzie brył i nadać im wygląd walców. Robiła to w różny sposób. Jedni starali się znaleźć słaby punkt dłuższej krawędzi, kopiąc ją przez pewien czas. Inni badali odporność krótszej na bodźce chemiczne, plując na nią. Zdarzało się, że te zabiegi przynosiły nieoczekiwane efekty. Zamiast walca otrzymywano bryłę składającą się ze ścian o różnym kształcie. Regularne kwadraty zmieniały się w romby pod wpływem sił działających na nie. Agresywne siły sprawiały, że przekątne poszczególnych prostokątów stawały się najważniejszymi filarami budynków, których ściany zmieniały się w trójkąty.

Pewnego dnia szalony architekt postanowił ułatwić pracę blokersom i zaprojektował osiedle składające się ze stożków. To posunięcie rzeczywiście ułatwiło zabiegi niszczycielom. Łatwiej było im zamienić ostrosłup w stożek, gdyż nie miał on podstawy górnej, a tym samym wymagał mniejszych zabiegów niszczycielskich. Jedynym minusem tego pomysłu było utrudnienie w doprowadzeniu bryły do kształtu idealnego - kuli. Wysokość dwóch brył pozostawała ta sama, zmniejszała się jedynie objętość kuli możliwej do uzyskania, gdyż okolice wierzchołka były niezbyt obszerne. Sześcian jako bryła składająca się z najbardziej regularnych figur był pożądany przez młodych ludzi, dlatego udali się do architekta, by mu wyperswadować niedorzeczny pomysł. Architekt, który w obliczu przeważającej siły zawsze tracił kontenans, bardzo szybko obliczył wszystkie parametry i współrzędne budynków i zgodził się z sugestiami zakapturzonych młodzieńców. Zrozumiał bowiem, że ma przed sobą nie przekrój społeczeństwa zamieszkującego jego domy, ale grupę silnych, bo bardzo licznych łobuzów. Wiedział, że nie wszyscy są źli, trudno mu jednak było ich odróżnić.

(Autor: Agnieszka Chinalska, Jolanta Przygocka)

 

Kategoria: Liceum i Dorośli

Twardy orzech do zgryzienia, czyli o polskiej ortografii

Ortografia jest tym dla naszej dumy narodowej, czym zagnieżdżona w miąższu szypułka dla truskawki. Szczycimy się spektakularną liczbą wyjątków, doprowadzających przeciętnego cudzoziemca do płaczu, a wybitnego nawet  Polaka - do zakłopotania. Można by zaryzykować twierdzenie, że odstępstw mamy więcej niż marakuja pestek. Ale któż by w tak poważnej dziedzinie jak ortografia godził się na tak frywolne i niezweryfikowane porównania? Skoro jednak taka analogia już pojawiła się na szeroko rozsnutym horyzoncie naszych rozmyślań, zauważmy, że owoce dostarczają nam tyle samo witamin, co ortograficznych kłopotów. Są wszakże organem powstającym u roślin okrytozalążkowych w zalążni słupka, a sama owocnia rodzi się z jednego lub wielu owocolistków. Pełne są przesłodkiego miękiszu, a jeśli – nie daj Boże – należą do owoców zbiorowych, potrafią się rozpadać na jednonasienne człony, jak choćby łuszczyna przewęzista u rzodkwi, wieloniełupka u ślazu czy czterodzielna rozłupnia u ogórecznikowatych i jasnotowatych. Ale odejdźmy od tak bezwzględnie botanicznego oblicza owocowej ortografii. Przyjrzyjmy się jej sensualnej twarzy, gdy przyobleka formę soczyście wysmakowaną i szybko rozanielającą podniebienie. Tutaj także  – od razu musimy ostrzec  – będzie nie najłatwiej, jeśli nie wręcz supertrudno. No bo jeśli taki przesmaczny owoc rozpłynie się w naszych ustach, poczujemy wszechogarniającą niebiańsko - rajską słodycz, potęgującą niewiele wcześniejsze i ledwo uleciałe, niezapomniane wszakże wrażenia węchowe. I wtedy ni stąd, ni zowąd to pararajskie decorum rozbija bezwzględny uścisk zębów, rozgniatających wzdłuż i wszerz równo wszystko od papai po żurawinę. Od jeżyn (ale nie samic jeża!) po ostrużyny lekko kwaśnych antonówek. Pisząc to dyktando, zapewne czujesz, jak rośnie w tobie duma. Wypuszcza pędy, zapuszcza korzenie, by naraz wystrzelić niczym Gandalfowe fajerwerki w postaci euforycznej konstatacji: „wiem, jak to napisać”! Niemalże widzisz, jak za esofloresowym śladem twojego długopisu kroczą zastępy przodków, którym łatwiej złamać było pięć podków niż język na szeleszcząco - karkołomnych larach i penatach polskiego słownika. A to wszystko dzieje się pod staropolską poczciwą gruszą. Tą samą, której nabrzmiałych słodkością owoców nie zasypiali w popiele nasi antenaci.

(wykorzystano tekst IV Małopolskiego Dyktanda Niepodległościowe „Po polsku o historii”)

Dziękujemy wszystkim uczestnikom za wzięcie udziału w IX edycji „Ortograficznych Potyczek”, gratulujemy wyników i już dziś zapraszamy za rok – na jubileuszowe Dyktando.

Stowarzyszenie „Razem dla Wilkowic”

 

Obrazek 0 z 0